Poród na wesoło

lutego 18, 2015


Franuś jest z nami już rok, dlatego czas na kilka postów podsumowujących. Postanowiłam, że zacznę od porodu, ale nie od bólu, potu i krwi, tylko od tej zabawnej strony. Prawdę mówiąc w trakcie to raczej śmiesznie nie było, ale teraz gdy to wspominamy, mamy niezły ubaw.


Pierwsze skurcze obudziły mnie o 2 w nocy, spojrzałam ledwo żywa na zegarek, gdyż spać położyłam się ok. 1, i po chwili znowu zasnęłam. Ponownie obudziłam się po 3, skurcze nie ustąpiły, więc zaczęłam się zastanawiać czy to przypadkiem nie czas. Postanowiłam, więc za radą położnej na szkole rodzenia pójść po prysznic, według której skurcze porodowe, nie miną po wzięciu prysznica, a przepowiadające powinny ustąpić. Pomknęłam zatem do łazienki, no dobra potoczyłam się w tempie wieloryba wyrzuconego na brzeg oceanu. Wtoczyłam się pod prysznic, oparłam o ścianę i puściłam wodę. Miałam straszną ochotę usiąść, ale wiedziałam, że gdy to zrobię to już nie wstanę. Nie, nie było to przeczucie, przetrenowałam to kilka dni wcześniej i od tamtej pory miałam zakaz brania prysznica, gdy zostawałam sama w domu :D. Także stałam sobie pod strumieniami ciepłej wody, a skurcze nic a nic nie mijały, za to były dużo mniej uciążliwe, opanowała mnie błogie uczucie i pewnie bym tam przysnęła, gdyby nie fakt, że tocząc się do łazienki obudziłam M. Mój zaspany małżonek dopiero po dłuższej chwili, połączył fakty i zorientował się, że to nie deszcz, ani nic mu się nie śni, a dźwięk lejącej się wody faktycznie pochodzi z łazienki. Wszedł do niej zdjął ręcznik z kaloryfera, otworzyła drzwi od kabiny spojrzał na mnie i powiedział tylko:


-Bierz ręcznik, wycieraj się i wyłaź stąd, bo chcę spać.

-Ale ja ma skurcze i chyba rodzę,

-Tym bardziej musimy się wyspać.

Okryła mnie ręcznikiem i potoczył w kierunku pokoju. Byłam w takim szoku, że nim ogarnęłam co się stało, M. już w najlepsze chrapał. Postanowiłam zatem usiąść i pomierzyć czas pomiędzy skurczami.

3 godziny później oboje byliśmy już gotowi, aby wyruszyć do szpitala. Po przybyciu do którego odeszły mi wody w iście Hollywoodzkim stylu, a wszyscy mówili mi, że to tak nie wygląda. 

Po przyjeździe do szpitala, podeszłam do pielęgniarki w rejestracji i powiedziałam, że rodzę. Na co ona poprosiła o dokumenty, spisała coś i kazał poczekać, aż ktoś po mnie przyjdzie. Wiedziałam co robić bo byłam na izbie przyjęć na karowej nie pierwszy raz w tej ciąży. Odwróciłam się, zobaczyłam za sobą wolne krzesło, więc postanowiłam usiąść, gdy siadałam pęk mi pęcherz płodowy. Dziwne uczucie, po chwili wyglądałam jakby się zsikała, ale przynajmniej miałam już pewność, że rodzę. Wstałam więc potoczyłam się powrotem do okienka i powiedziałam, że właśnie odeszły mi wody i wtedy cała akcja nabrała prędkości.

Tutaj pominą fragment, zresztą dźwięki, które z siebie wydawałam i słowa, które padały, musiałabym ostro ocenzurować, w TV na pewno nie puścili by tego przed 22.

Gdy już miałam pełne rozwarcie, sala zaroiła się od lekarzy, położnych i chyba jeszcze kilku postronnych widzów, którzy tak przy okazji się przewinęli. Mi nie pozostała już nic innego jak przeć, byłam już wykończona i naprawdę miała dość, wtedy dyżurny lekarz, który przyszedł odebrać poród zaczął krzyczeć „Dajesz MAMA”. Pomyślałam o tym, że zaraz stanę się mamą, jeszcze tylko chwila i będę mieć swojego maluszka w objęciach. Te słowa, naprawdę mi pomogły. 

Wiem, wiem nie ma w tym nic zabawnego, raczej ckliwa historyjka i w sumie by tak było gdyby nie fakt, że nie wiele brakowało, a doszło by do rękoczynów, ponieważ M. usłyszał „Dajesz MAŁA". Dobrze, że się jednak powstrzymał, choć dopiero po porodzie, gdy się mnie oto spytał, wytłumaczyłam mu jego pomyłkę. Swoją drogą wyobraźcie sobie M., zestresowanego po kilku godzinach na sali z rodzącą żoną, której poród  nie przebiegał książkowo. Stoi ten biedny chłop w dresie i klapkach, czeka, aż ten koszmar się wreszcie skończy i nastanie cisza, spokój i nagle słyszy jak jakiś obcy facet krzyczy do jego żony „MAŁA”, musiał być w ostrym szoku.

You Might Also Like

14 komentarze

  1. Świetna historia, opisałas traumatyczne przeżycie w taki sposób że się uśmiechałam- super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Na szczęście mi wody odeszły dopiero na porodówce:) Post bardzo ciekawy i fajnie napisany i od razu sobie przypomniałam mój poród. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie wpisy :-) I te chrapanie naszych mężów w tle-bezcenne :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. No to ,, Mała" świetnie napisane, z poczuciem humoru, dystansem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oby więcej takich opisów. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale się uśmiałam. Fajnie , że te tak ważne ale jednocześnie ciężkie chwile można wspominać w tak humorystyczny sposób. Wiele bym dała, aby widzieć minę Twego męża w tamtym momencie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa, jaki miał wyraz twarzy, niestety byłam skupiona na czym innym ;D

      Usuń
  7. "Dajesz,Mała"- padłam!! Chciałabym zobaczyć minę twojego męża w tym momencie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym chciała ją zobaczyć ;), ale byłam wtedy zajęta czym innym

      Usuń
  8. Fajnie napisane do porodu trzeba podchodzic z jajcem Wiesz Mała?? hihih tekst roku:) Ja sie upominalam zeby odbierali porod bo lekarze polozne dyskutowali sobie w najlepsze,smiali sie a ja grzecznie powiedzialam Przepraszam ale ja mam skurcze, musze przec:) kultura nawet w takim czasie jest:) do dzis sie smiejemy z tej sytuacji:).

    OdpowiedzUsuń
  9. hehe fajnie to opisałaś:)
    ja mam to wszystko przed sobą, zobaczymy jak ja będę wspominać te chwile po roku :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Like us on Facebook

Instagram Images

Zgodnie z ustawą z dnie 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, korzystanie ze zdjęć oraz treści zamieszczonych na tym blogu bez wiedzy autora jest zabronione.